Paweł Hać paweł hać

Blog News Nowy wpis

Pierwszy iPod został zaprezentowany w 2001 roku. Steve dumnie pokazywał wszystkim odtwarzacz posiadający dysk twardy o pojemności zniewalających 5GB, ciekawym designie i innowacyjnym sterowaniu. Konstrukcja była bardzo ciekawa, wyróżniała się na tle konkurencji prostotą obsługi oraz funkcjonalnością. Dźwięk również nie odbiegał od tego, do czego byli przyzwyczajeni użytkownicy odtwarzaczy z górnej półki. Po dziewięciu latach wybór grajków od Apple stał się nieporównywalnie większy. Mamy iPoda classic, który najbardziej przypomina pierwowzór, nano - niewielki i zgrabny, z wyświetlaczem, shuffle, który został maksymalnie uproszczony oraz touch będący multimedialnym kombajnem do wszystkiego, z robieniem zdjęć i grami włącznie. iPod pojawia się także w iPhonach oraz iPadach jako niewielka ikonka, oferująca odtwarzanie muzyki. Jednym słowem - iPody są wszędzie.

iPod touch to świetne urządzenie. Stosunkowo tanie i oferujące ogrom możliwości. Od pewnego czasu ten sprzęt Apple jest traktowany nie tylko jako odtwarzacz muzyki i wideo, ale zaczął się rownież liczyć jako przenośna konsola do gier. Dzięki olbrzymiej liczbie tanich pozycji, łatwej metodzie dystrybucji oraz bezproblemowym wprowadzaniu aktualizacji platforma Apple zyskała dużą popularność. iPody lądują coraz częściej pod choinką, dostajemy je od znajomych, rodzice kupują je swoim pociechom na urodziny bądź inne okazje. Nowi użytkownicy chcą oczywiście sprawdzić, na ile stać ich nową zabawkę. W tym celu włączają App Store, następnie ranking najlepszych aplikacji, szczęśliwi szukają przycisku do pobrania wybranej rzeczy i... Tak, spora część zawartości App Store jest płatna. Co wtedy?

W świecie Apple zjawisko fanbojstwa jest wszechobecne i trudno temu zaprzeczyć. Urządzenia niewielu firm wzbudzają równie wielkie emocje co tej, której dzieła zdobi jabłko na obudowie. Istnieją ludzie gotowi zapłacić za produkt, o którym nic tak na prawdę jeszcze nie wiadomo (było tak choćby z iPadem), stać po kilka godzin w kolejkach, kupować kolejne wersje iPodów różniące się nawet drobnymi detalami. Demonstrują przy tym wszystkim, że firma z Cupertino jest jedynym właściwym wyborem jeżeli chodzi o komputery, odtwarzacze i telefony, a ten, kto się z nimi nie zgadza jest jedynie nudnym i głuchym idiotą, który miast Apple ma inne preferencje co do wyboru sprzętu.

Przeglądając zawartość App Store co chwilę trafiamy na aplikacje mające ułatwiać nam życie. Są tam między innymi setki budzików, notatników, organizerów, liczników kalorii czy innych programów, które dzięki swej prostocie i intuicyjności uwalniają nas od konieczności pamiętania o wszystkim, a pracę czynią prostszą i bardziej satysfakcjonującą. Tak przynajmniej twierdzą ich autorzy, muszę jednak powiedzieć, że z niektórymi z nich się zgadzam. Rzeczywiście, gdy jedna aplikacja w telefonie przypomni mi, że dziś są urodziny cioci, a inna znajdzie zaraz potem sklep, by kupić z tej okazji stosowne badyle, jestem bardzo zadowolony z działania mojej komórki. Porozmawiajmy jednak o przypadkach skrajnych.

Internet przeładowany jest portalami społecznościowymi. Ludzie wypychają je zdjęciami, filmami, opiniami czy też mniej lub bardziej wartościowymi dyskusjami. Idea istnienia takich miejsc w sieci wydaje się być jasna - od zarania dziejów człowiek pragnie udzielania się w grupie, akceptacji, potrzebuje kontaktu z innymi, więc tworzenie portali, które mu to umożliwią jest czymś całkowicie naturalnym. Liczba polskojęzycznych serwisów tego typu jest całkiem pokaźna, należą do nich choćby Facebook, Grono czy Nasza Klasa, niedawno przemianowana na NK.

Każdy z nas potrzebuje codziennie choć odrobiny relaksu. Nie ważne, czy to godzina leżenia jak kłoda przed telewizorem czy też kilka minut czytania jakiegoś głupiego bloga. Moim sposobem jest gra na pianine, wczoraj jednak z racji późnej pory wolałem nie siadać do mojej Calisii. Włączyłem za to komputer i wpisałem w przeglądarce adres jednego z moich ulubionych portali rozrywkowych.

Od pewnego czasu telewizory w większości domów są okupowane w godzinach wieczornych przez facetów uzbrojonych w pilota, michę mniej lub bardziej zdrowego jedzenia oraz hektolitry piwa. Powodem tego są rzecz jasna Mistrzostwa Świata w piłce nożnej, rozgrywane tym razem w RPA. Niestety z racji tego, że próbuję zdobyć wykształcenie nieco wyższe niż średnie a niektórzy wykładowcy Politechniki Lubelskiej nie należą do najżyczliwszych osób i egzaminy ustalają na początek lipca, nie dane mi było dołączyć do powszechnej radości kibicowania komukolwiek i przeklinania wuwuzeli.

Trudno ukryć, że premiera czwartej już generacji iTelefonu wywołała burzę nie tylko na MyApple, ale również w całym Apple'owym środowisku. Zdania są mocno podzielone - jedni wychwalają pod niebiosa produkt, którego nie mieli szans używać, a nawet zobaczyć na własne oczy. Inni z góry skazali go na porażkę ze względu na dość radykalną zmianę wyglądu i niedużą liczbę innych nowości w stosunku do poprzedniego modelu. Czym więc jest nowy iPhone? Zrobioną na odwal zabawką otoczoną aurą mistycyzmu i doskonałości czy też niebywałym przełomem na miarę premiery pierwszego iPoda?

Wychodzę z założenia, że wszystko jest dla ludzi. Auta po to, by się szybciej poruszać, koputery, by wygodniej pracować, fast foody, by producenci ubrań 6XL nie zbiednieli, a ksera, by studentom było lżej. Jest jednak pewne zjawisko, które strasznie mnie denerwuje. Na pewno mijaliście nie raz grupkę (głównie) młodych, ubranych w ortalionowe garnitury osób. Oprócz ciągłych narzekań, że ktoś coś urwał, od jakiegoś czasu możemy usłyszeć też od nich jeszcze inne dźwięki. Jakie? Muzykę zazwyczaj podłego gatunku, puszczaną tak głośno, jak tylko biedna komórka może.

Radio kojarzy się mi głównie z przesłuchanymi, starymi kawałkami, przeplecionymi bezwartościowym popem oraz innymi hitami jednego sezonu. Nie jest to na szczęście regułą, zdarzają się stacje, które nadają wartościową muzykę, choć nie ma ich niestety zbyt wiele. Zazwyczaj słucham jednak RMF, a to ze względu na wiadomości, których skrótowa forma odpowiada mi dużo bardziej, niż wgapianie się w kolejny ekran (nie lubię telewizji, ale to już inna sprawa). Jakiś czas temu właśnie w radiu usłyszałem utwór, który sprawił, że moja teoria o słabej muzyce tam puszczanej legła w gruzach.

Całkiem niedawno wpadłem na pomysł, by cotygodniowe podróże na trasie Parczew - Lublin urozmaicić sobie czytaniem książek. Jednak wersje papierowe nie są zbyt poręczne, zwłaszcza w przepełnionym busie podskakującym na asfalcie, który mógłby z powodzeniem stanowić fragment jakiegoś rajdowego OS-a. Dobrą alternatywą wydały się mi książki elektroniczne. Po konsultacji z Google natknąłem się na tytuł, który swoją formą bardzo przypadł mi do gustu. "Hasło niepoprawne", bo o nim mowa, jest bowiem zbiorem krótkich opowiadań o tym, jak wygląda nasze życie w dzisiejszych czasach, i mimo tego, że wydane zostało dwa lata temu, jego treść jest nadal jak najbardziej aktualna.